"Daniel Zagórski - Grafika Komputerowa"

Wystawa indywidualna
Galeria AMCOR RENTSCH - lipiec-wrzesień 2007


www.galeriaamcor.pl










Wstęp do katalogu

Swoje wczesne cykle graficzne utrzymane w duchu "realizmu fantastycznego" a wykonane w technikach akwaforty, akwatinty, linorytu i litografii Daniel Zagórski prezentował w drugiej połowie lat siedemdziesiątych i w latach osiemdziesiątych. Prace tego artysty imponowały już wtedy perfekcją techniczną, ale przede wszystkim pociągały szczególnym nastrojem kreowanym przez dzieła. Warstwa obrazowa tworzona była za pomocą zbioru charakterystycznych rekwizytów, takich jak fragmenty gotyckich budowli, zegary, muszle, stare fotografie. W większości odnosiły się one do motywu upływu czasu, przywoływały przeszłość, wywoływały uczucie nostalgii. Przestrzeń zamknięta widokiem burzowych chmur, ograniczona ciemnością, z promieniami słońca przebijającymi się przez zasłonę zmierzchu lub świtu przypominała o potędze natury i znikomości dążeń wędrowców, samotnie podróżujących ze swoim bagażem pragnień i kompleksów przez labirynt życia i krainę sztuki. Jak się po latach okaże, Zagórski do podobnych motywów obrazowych będzie wracał bardzo często, od niektórych, mimo chęci, nie będzie się mógł do końca uwolnić.

W swojej wymowie te dawne prace bliższe były raczej romantycznej nastrojowości niż - mimo obecności licznych elementów fantastycznych - stylistyce surrealistycznej. Ta zapanuje u niego niepodzielnie na etapie grafiki komputerowej. Rylec i dłuto stanowiły kiedyś jedynie zastępcze narzędzia do formowania wizji, dziś (w pewnym stopniu) staje się takim doskonałym narzędziem komputer.

Nieposkromiona wyobraźnia twórcy potrzebowała jedynie odpowiednich środków, aby wyzwolić mnogość poruszających obrazów i nastrojów. Wykreowane światy mają swe źródło w wyobraźni i wrażliwości artysty. Być może są obecne i w naszej podświadomości, ale my sami bardzo niechętnie przystajemy na ich uwolnienie.

Istota twórczości Zagórskiego zawiera się przede wszystkim w zmaterializowaniu, za pomocą środków plastycznych, obrazów, stanowiących przejawy stanów duchowych współczesnego człowieka oraz osobistych niepokojów twórcy. Widz domaga się wyjaśnień, pragnie otrzymać klucz do rozszyfrowania zagadki, chce zrozumieć treści i odczytać znaczenie użytych symboli. Artysta z kolei broni prawa do nieskrępowanego poruszania się po obszarach swojej wyobraźni. Rodzi to nieuchronne napięcie oraz jest źródłem licznych nieporozumień. Spróbujmy skonstruować jedną z możliwych interpretacji.

Światy Zagórskiego zbudowane są z elementów, które znamy, albo przynajmniej jesteśmy w stanie prawdopodobieństwo ich istnienia bez przeszkód zaakceptować. Dzieje się to przede wszystkim za sprawą ogromnej - wspartej postawą "realisty" - precyzji, z jaką są do życia powołane. Perfekcja techniczna uwiarygodnia nawet najbardziej nierealne wizje. Jest to więc niby-realna rzeczywistość ze swoją głębią przestrzenną, na pozór wiarygodną perspektywą, grą światła i cienia, rzeczywistość, która zawiera jednak ogromną ilość fantastycznych szczegółów.

Prace graficzne Daniela Zagórskiego często są oparte na fotograficznej dokumentacji, ale każdy składnik elementu obrazowego jest przez artystę stworzony od początku. Tak dzieje się z zarysem obiektu, jego strukturą, rodzajem faktury, kolorem i światłem, przestrzenią, w jakiej się znajduje. Zagórski postępuje jak reżyser teatralny, który w neutralnej przestrzeni wyznacza plany, rozstawia dekoracje, gromadzi rekwizyty, oświetla kolejnymi reflektorami znaczące scenicznie miejsca, bada, jaki w takiej przestrzeni rodzi się dramat. W większości przypadków jest to cichy dramat egzystencji skryty za symboliczną wymową znajomych choć fantastycznych obiektów.

Człowiek na scenie życia to często przywoływana metafora. Najbardziej oczywista i czytelna w serii prac o tak jednoznacznym tytule jak Mój Teatr Malutki. Postaci aktorów-marionetek pociąganych za sznurki niewidzialną ręką Losu odgrywają swoje małe-wielkie dramaty a'la Szekspir, Czechow czy Beckett. Są równocześnie i śmieszne, i straszne. Artysta, odnajdując w tych rolach swoje własne życiowe potyczki spogląda na aktorów z wyrozumiałością, a czasem nawet z kpiną. Bliska perspektywa powoduje, że i my stajemy się niemal składnikami świata przedstawionego. W kilku innych cyklach grafik przestrzeń przybiera kształt pudełkowej sceny zapełnionej kubicznymi formami i znaczącymi, samotnymi rekwizytami (Świetlańce, Labirynty, Pudełka). W takiej scenerii, w ograniczonej, odbierającej wolność przestrzeni uproszczony wizerunek człowieka musi stawić czoło odosobnieniu, zmierzyć się ze swoimi kompleksami. Paradoksalnie podobną atmosferę kreuje artysta w wariacjach na temat architektury rozciągającej się w otwartej przestrzeni. Szczególnie uderzają nas, podobne do rzeczywistych, mury blokowisk ukazane w cyklu wariacji pt. Niezbyt Głęboka Szarość.

Niewiarygodnie prawdziwe, wysnute z wyobraźni budowle stanowią - jak rozbudowane gołębniki w Snach ptasznika - siedlisko dla nieustannie przemijających człowieczych egzystencji. W murach o różnych tonach szarości niespokojne sny zaledwie łagodzą samotność, ściany i rusztowania kryją bolesne, gorzkie tajemnice. Kontekst, który stwarza artysta dla rozważań o ludzkiej kondycji pozwala na pojawienie się jeszcze jednego, nowego metaforycznego motywu. Istotom ukrytym w narastających kubicznych formach wolno przecież mieć nadzieję i marzyć! Wylatują więc na wolność jak ptaki. Uwalniają swoje skryte pragnienia, mierzą siły na nieśmiałe dotąd aspiracje, pokonują lęki.

Topos drogi, wątek przemierzania przestrzeni, a szczególnie motyw lotu jest obecny w twórczości Daniela Zagórskiego od początku jego bogatej twórczości. Zrazu uosabiały go tradycyjne symbole - ptaki, skrzydła, żagle; pośredniczyły między tym, co ziemskie i niebiańskie, między tym, co pospolite i wzniosłe; ucieleśniały lekkość i swobodę, wybijanie się na wolność; dla artysty oznaczały pokonywanie stopni duchowego wtajemniczenia, równocześnie uwalnianie się od tradycyjnych ograniczeń, wzlatywanie ponad wypracowane przez krytyków oceny.

Cykle graficzne z ostatnich lat (Przepływy, Navigare, Latawnie i polatyńce, Przesiadka w Koluszkach) pełne są wizerunków fantastycznych machin pływających i latających, abstrakcyjnych tworów złożonych z fragmentów architektury, ogromnych instrumentów muzycznych, wzbogaconych o rozmaite przekładnie, wirniki i śmigła. Szczególnie mocne jest w tych pracach odczucie dynamiki, wirowania, efektu "nadlatywania" albo inicjowania ruchu.

Niewątpliwie obrazy takie przywołują echa osobistych doświadczeń twórcy (któremu nieobce było nie tylko podróżowanie nocnym pociągiem, ale i swobodne - dosłownie i w przenośni - bujanie w obłokach), ale stanowią także przykład refleksji o bardziej uniwersalnym wymiarze.

Motywy tak wywołanego ruchu stanowią w zmitologizowanej przestrzeni atrybuty inicjacyjnego "przejścia", wskazują na konieczność przemierzenia drogi w celu odkrycia duchowego centrum, w tym osiągnięcia samoświadomości artystycznej i ludzkiej odporności na ciosy. Na wątek ten wskazują także wizerunki łuków architektonicznych - mostów i akweduktów, przeszkód do pokonania (np. mgieł) oraz opozycji światła i ciemności, nocy i dnia.

Szczególną refleksję na temat kondycji człowieka i jego kultury stanowią cykle poświęcone Łodzi (Okruchy miasta, Stara Łódź, Ziemia obiecana, Ostańce). Daniel Zagórski próbuje zmierzyć się z mitem, z utrwalonym w świadomości tradycyjnym obrazem Łodzi - Ziemi Obiecanej. Przedstawia nam swój subiektywny wizerunek miasta, przypomina całą jego historię, mówi o jego kulturze, ale równocześnie ujawnia kompleksy, podkreśla paradoksy, demistyfikuje. Równocześnie kocha i nienawidzi.

Historia przełożona na karty grafik obejmuje zarówno budowę pierwszych fabryk i pałaców, jak i wojenną, symboliczną "przesiadkę" mieszkańców z domów na rampę kolejową, w cieniu bombowców-kominów, a nawet powojenne hasła propagandy sukcesu w kontraście do zrujnowanych, opustoszałych hal fabrycznych. Artysta korzysta z prawdziwych obrazów miasta, ale też dodaje do nich nowe elementy, przekształca. W obrębie jednego wizerunku miesza ze sobą symbole fabrykanckie i robotnicze, ślady przeszłości zestawia z fragmentami dzisiejszego miejskiego pejzażu.

W architekturze "miasta Łodzi" bogactwo eklektycznych fasad, blichtr sztukaterii i wymyślnej metaloplastyki kontrastuje ze starymi, pokrytymi liszajami tynków, murami. Chore ściany są naznaczone ranami nie do zabliźnienia. Krwawo odbija się w nich chude światło żarówki. Pokrytym brukiem klaustrofobicznym podwórkom patronują Chrystus Od Pary, Pieniężna Madonna i Józef Od Sobotniego Prania. A ludziom śni się właśnie sen o kromce chleba, nieosiągalnej jak księżyc, co wisi wysoko nad domami.

Cisza zardzewiałych przędzalni przejmuje ostrym zgrzytem, boli, jakby w ucho wbił ostry kawał szkła. Dawno wybrzmiał codzienny koncert na tłoki i przekładnie, na koła, które niczym złote rublówki, z każdym obrotem przędły wstęgę ludzkiego i łódzkiego losu.

Była to kraina ludzi utkanych z bawełny. Dziś pozostały po nich pożółkłe rodzinne fotografie, drewniane meble, rzadkie oznaki luksusu: "porcelana", stara koronka, wiszący na ścianie zegar. Wokół drobne oznaki obecnego i niegdysiejszego życia ? bluszcz, paprotka, suchy liść czy piórko. Ponad rząd kominów próbują wznieść się w niebo kolorowe baloniki. I latawiec, symbol wyzwolenia i ucieczki.

Obraz miasta utrwalony w Starej Łodzi, w Ziemi Obiecanej to wizja organizmu miejskiego w stanie przedzawałowym. Jego mechaniczne, sterane czasem serce nie ma już siły pracować. Miasto zamknięto na kłódkę, dryfuje jak papierowa łódeczka po wodach rynsztoka.

Ale jest w tych obrazach upadającego miasta, a szczególnie w łódzkich Ostańcach także inny akcent. Wille, kościoły, cmentarze, okazałe mury fabryczne, to, co zostało w łódzkim krajobrazie jako symbol - choćby tylko pozornej - świetności, zostaje zmitologizowane (nie bez poczucia humoru) i zmonumentalizowane. Artysta z reliktów przemysłowej cywilizacji czyni katedrę, buduje ołtarz. Mnoży skojarzenia: piramidy, krzywa dzwonnica w Pizie, Sagrada Familia Gaudiego i ... Wieża Babel. Wśród zaułków wielokulturowego labiryntu dumnie pnie się w górę ceglana menora, wypina brzuch gigantyczny samowar, trzepoczą husarskie pióra przypięte do fabrycznych murów. Czy to obraz przebrzmiałej dumy, podobnie jak pawi ogon z tkackich czółenek? Czy tak dziś, jak i kiedyś - to jedynie eksponaty z łódzkiego panopticum? A może - jak mawia sam autor prac - to tylko 100% surrealizmu? Daniel Zagórski chętnie przywołuje w odniesieniu do swoich prac nazwę tego artystycznego kierunku. Obrazy Zagórskiego są surrealistyczne w tym sensie, że rzeczywistość w nich ukazywana jest tak zaskakująca i czasami absurdalna, że wydaje się być nie do uwierzenia i nie do zaistnienia.

O rzeczywistości, która z jakichś względów osiągnęła granice surrealizmu, można wypowiadać się tylko językiem o podobnym nasyceniu nierealności, językiem pełnym neologizmów - nie tylko plastycznych, ale także słownych. Nowym konstrukcjom obrazowym towarzyszą nowe określenia językowe obecne w tytułach grafik i ich serii, oraz w próbach poetyckich towarzyszących internetowej prezentacji prac.

Nie są na pewno surrealistyczne metody "pozyskiwania" takich obrazów. Grafiki Daniela Zagórskiego nie są odbiciem fantastycznych snów, nie powstają jako zapis swobodnych skojarzeń, nie mają nic wspólnego z nadrealistycznym automatyzmem. Metoda pracy Zagórskiego jest racjonalna, metaforyczne odniesienia zostają wyspekulowane, a emocje i uczucia poddane zostają kontroli.

To pozwala artyście zachować także dyscyplinę formalną. Obrazy są starannie skonstruowane, twórca zachowuje zrównoważoną, często centralną kompozycję. Operuje ogromną głębią przestrzeni, która, jakby dla zachowania równowagi, zostaje czasem horyzontalnie zakrzywiona, ukazana jak za pomocą szerokokątnego obiektywu. To okazja do złamania wrażenia barokowego iluzjonizmu, który każe Zagórskiemu zachowywać nierealną w rzeczywistości ostrość wielu planów. Czasem wgłębianie i uwypuklanie przestrzeni (Dołki i Górki) staje się samodzielnym celem - i zabawą - dla artysty, zafascynowanego możliwościami kreacyjnymi grafiki komputerowej.

Prace Daniela Zagórskiego to następujące po sobie kadry osobliwego luministycznego teatru. Sceny tego widowiska rozgrywają się w półmroku, zauważamy jednak wyraźne błyski ostrego światła, które - padając z wielu kierunków - przenika przez okna i drzwi, przez arkady, konstrukcje więźby dachowej; przebijając się przez mgły i przez kurz pomieszczeń nabiera metafizycznego wymiaru, monumentalizując przyziemną, pospolitą rzeczywistość.
Fascynacja ostrym intensywnym światłem skłania artystę do rezygnacji z barwy w wielu ostatnich pracach. Wcześniej Zagórski także nie był kolorystą, ale tworzył jednolicie barwne grafiki, albo kojarzył ze sobą plany barwne w obrębie jednej odbitki, poddając kolory zabiegowi pewnego wypłowienia, które - postarzając obraz - wprowadzało pożądany klimat i apelowało do naszej podświadomości. Dziś w wielu grafikach kolor noszą jedynie wybrane pojedyncze rekwizyty, odcinając się ostro od monochromatycznego podłoża. Ostatecznie powstają całe serie prac, które - z estetycznego punktu widzenia - stanowią rodzaj rozprawy na temat odcieni bieli i skali szarości w światłocieniowo nacechowanej przestrzeni.

W pracach z ostatnich lat, niezależnie od tematyki, artysta ogranicza ilość motywów obrazowych, opowiada o rzeczywistości za pomocą skrótów, czasem zaledwie znaków, kieruje się w stronę plakatowej formy (Sny ptasznika, Znaki, Pudełka). Cykle te charakteryzuje ograniczona liczba rekwizytów, wyczyszczona z nadmiaru przestrzeń, zwięzła narracja, subtelne ujęcie kolorystyczne. Prace, wyciszone, nabierają ogromnej szlachetności, przemawiają - w jeszcze większym niż dotąd stopniu - nie za pomocą rozbudowanej opowieści czy krzykliwego zestawienia elementów obrazowych, ale poprzez wysubtelnione jakości estetyczne.

W obrębie bliskiego Zagórskiemu nurtu "postsurrealizmu", "realizmu" czy "hiperrealizmu fantastycznego" na wielu płótnach, fotogramach czy odbitkach graficznych panuje groza śmierci, rozpadu i zniszczenia. Artyści "znęcają się" nad żywymi istotami, deformują ludzkie ciała. Obrazy są estetycznie "piękne", ale zarazem bardzo brutalne.

Daniel Zagórski przybliża się do tej poetyki jedynie w cyklu prac zatytułowanym BekZagi. Musimy jednak pamiętać, że artysta odnosi się w nim do malarstwa Zdzisława Beksińskiego. Zwraca się ku jego stylistyce, korzysta z podobnych motywów ikonicznych, w zbliżony sposób koloruje obraz, wyraźnie podkreśla inspiracje. Zagórski idzie nawet dalej, próbując podjąć tematy, których twórca z Sanoka nie zdążył rozwinąć. Przyglądając się tym pracom spostrzegamy, jak inna jest to twórczość w kontekście całego dorobku Daniela Zagórskiego.

W swoich samodzielnych, oryginalnych dziełach artysta ten nie wiedzie nas ku rozpaczy. Determinacja i poszukiwanie wartości, które nieustannie odnajdujemy w jego twórczości, wzbudzają podziw, ale też dają nam tak potrzebną nadzieję.

Dariusz Leśnikowski






HOME        ABOUT ME        NEWS        PAPER        DIGITAL        PHOTO        VIDEO        MUSIC        LINKS        CONTACT© Daniel Zagórski